czwartek, 20 kwietnia 2017

Rozdział 14 ,, Szary dym'' (Avengers - Clintasha)



Dobry wieczór. Dawno nie było rozdziału, ale o wszystkich opóźnieniach i publikacja publikowałam na fanpages. Mam nadzieję, że długość i treść rozdziału wynagrodzi Wam wasze czekanie. Miłego czytania.



Clint
Chwila z tym ustrojstwem zmieniła się w sekundę, która niemiłosiernie długo się dłużyła, ale tak to jest jak nam się spieszy. Wtedy wydaje się, że czas przyśpiesza, a my jakby wykonujemy czynności w  zwolnionym tempie.
- Clint, musimy się zbierać.- Ponagliła mnie rudowłosa.
Przeklinałem cicho pod nosem, gdy okazało się, że ten badziew nie chce poluzować pomimo tego, że wszystko odkręciłem.
- Hawkeye!!!- Wdowa coraz bardziej się niecierpliwiła.
              Powinnyśmy już dawno być w drodze do Avengers Tower, ale mieliśmy rozkaz żeby niczego się nie domyśli. Nie dużo myśląc po prostu wyrwałem małe urządzenie z reszty panelu i wstałem z zakurzonej ziemi.
- Teraz to na sto procent przyda im się inżynier, albo mechanik.- Powiedziałem zabierając swoje rzeczy pod ramię.
Kiedy wyszliśmy na korytarz wpadliśmy na oficera, któremu Natasha z grzecznością dala nasz nakaz.
- Ktoś zaatakował Avengers Tower.- Poinformował, choć zapewne wiedział, że już nas poinformowali.
Zapewne media już o tym piszą, gadają na około.
- Dzięki, Stark na pewno przyśle kogoś kto się na tym zna.- Rzuciłem i pobiegłem za Natashą, która nie traciła czasu, więc kiedy wpadłem na pokład już startowaliśmy.
Widząc jej minę wiedziałem o czym myśli i kogo za to obwini. W końcu takich dużych zbiegów okolicznościowych nie ma. Chyba, że to informatorzy ją źle poinformowali.
- Nawet nie waż się znowu za nią wstawić. - Rzuciła oschle.
- Wciąż za nią ręczę.- Odparłem zajmując miejsce obok pilota. - Każda sytuacja ma dwie wersje, a nawet więcej, więc może najpierw poznajmy  szczegóły.
Westchnęła, włączając autopilota i przeszła, na tyły, uzbroić się.
- Nie ma takich zbiegów okolicznościowych. Wszyscy Avengers opuszczają wieże i nagle dochodzi do ataku. Nie mamy kontaktu z Thorem i Hulkiem, a Tony'emu i Kapitanowi jeszcze trochę czasu zajmie, bo buce nie chcą ich puścić widząc co się dzieje.- Była wściekła, choć mało kto, by ją o to podejrzewał widząc ją teraz. Nie wiedząc co się dzieje, ale to już nasza specjalność.- Chcą żeby ich chronić kosztem całego miasta. Milionów istnień.
- Przecież wiesz, że tak działa ten świat. - Wtrąciłem się za nim na dobre się  rozkręciła. - Nic na to nie poradzimy, możemy tylko robić jak najlepiej to co do nas należy. Za pięć minut będziemy na miejscu.
Natasha
           Nienawidzę , gdy rozmowa schodzi na temat etyki, morałów i systemów, bo tak naprawdę nie ma przetartej ścieżki, dwóch takich samych charakterów, a jednak ludzie kierują się pewnymi schematami, które raz za razem są zrywane, a takie pseudo psychologiczne rozmowy tylko wkurzają.
-  Skoro już się zbliżamy, ruszyłbyś tu swój tyłek i się  przygotował. - Pogoniłam Clinta, który wpatrywał się w obraz za oknem jak zahipnotyzowany.
Jasnowłosy wymamrotał coś pod nosem, ale opuścił stery i poszedł po swój kołczan i kilka rodzajów strzał na tył Quinjeta, a ja przeszłam na przód i przejęłam stery po tym jak on wyłączył autopilota.
           Już z daleko było widać dym unoszący się nad miastem, którego było coraz więcej. W mojej  głowie pojawił się obraz sprzed kilku lat, kiedy walczyliśmy z kosmitami. Ponownie usłyszałam krzyki ludzi jakbym stali obok mnie. Może to obłudne i egoistyczne, ale  to ich krzyk mnie napędzał przepełniony bólem i strachem.
- Próbowałaś połączyć się z Hill? - Spytał Clint, który opierał się  o moje siedzenie.
- Tak, bezskutecznie. - Odpowiedziałam powoli zbliżając się do Avengers  Tower. - Słyszę tylko szum, ale znając ją spadła na cztery łapy, a nawet lepiej.
- Uważaj przy lądowaniu. Może na nas czekać miłe powitanie. - Zauważył słusznie mój przyjaciel, ale ja już miałam w głowie ułożony plan, który nie przewidywał naszego oficjalnego wejścia.
- Nie muszę, my wysiadamy wcześniej. - Poinformowałam go, ale chyba  niezbyt mu się to spodobało. - Przywita ich autopilot.
- Ty oszalałaś. Jak coś pójdzie nie tak, spadnie na miliony istnień.- Wiedziałam o tym, ale więcej zdziałamy żywi niż martwi.
- Nie mamy wyboru. Mam nadzieję, że masz moją ulubioną strzałę. - Kontynuowałam odwracając się w jego stronę. Po jego minie widziałam, że nie jest co do tego przekonany. Jeszce za pewne nie chce mu się zjeżdżać po linie. - Rozejrzyj się. Nie wiem czego oni użyli, ale na pewno już  co najmniej kilkaset osób nie żyje.
Clint
         Miała rację, z naszej pozycji idealnie widzieliśmy cześć miasta, które wyglądało jak po trzęsieniu, więc najprościej zburzyli parę budynków i podpalili samochody, ale to tylko moje przypuszczenie. Parę lat temu byłbym tego pewien, ale teraz nie jestem pewien po tym jak spotkałem kosmitów i bogów, jeszcze tylko brakuje mutantów z supermocami. Tak, więc to wszystko sprowadziło się do tego, że wisiałem z Natashą na plecach kilkanaście metrów nad ziemią. Pył, który unosił się nad miastem wywołał u mnie pieczenie i łzawienie oczów, ale oczywiście w wyposażeniu Quinjeta była praktycznie wszystko tylko zabrakło gogli czy też okularów. 
- Wygodnie Ci. - Spytałem podciągając się, by nie spaść.- Nie  sądzisz, że taki widok może przykuć czyjąś uwagę. 
- Nie narzekaj ktoś musi otworzyć niezauważeniu okno. Już wystarczy.- Powiedziała stając nogami  na moich barkach. -  Mają ważniejsze sprawy na głowie. Poza tym zbieraj się zapewne nie umknął im nasz mały przystanek.
   ,,Bardzo to profesjonalne'' - miałem już na końcu języka, ale ciężar zniknął z moich barek i po chwili byłem już w budynku, ale na pewno nie bezpieczny.
                Już słyszeliśmy donośnie kroki schodzenia na dół. To znaczy, że wyłączyli już zasilanie całej wieży w tym Jarvisa, chyba, że obawiali się zjeżdżać windą.  W pogotowiu miałem już naciągniętą strzałę na cięciwę i podszedłem w stronę drugich schodów kiedy Natasha mnie zatrzymała.
- Ja po Hill i naszą blondyneczkę, a ty rozeznaj się w sytuacji. - Powiedziała wyciągając jeszcze  z buta nóż, który znalazł się w klatce piersiowej mężczyzny, który za wolno wszedł do sali.- Mogą być tylko w jednym miejscy, albo może znając ją mogła już dawno się jej pozbyć jeśli wyczuła spisek.
Otworzyła tajne przejście i zniknęła, a ja zostałem sam na sam, z grupą uzbrojonych mężczyzn, którzy nie zdążyli uchwycić zniknięcia mojej towarzyszki.
- Radzę się poddać. - Odezwał się jeden z nich. - Nie masz wyjścia za nim przybędą twoi przyjaciele będziesz wyglądał jak szwajcarski ser.
Chyba wzięli mnie za wariata przez ten uśmiech na końcu, ale mniejsza o to i tak się już tym z nikim nie podzielą. Szkoda tylko, że nie wziąłem  więcej zabawek z Quinjeta, bo mój łuk ma fajne wybuchowe funkcje poukrywane, ale mogą one nie wystarczyć.
Natasha
               Nie wiem co on tam robił na górze, ale cały sufit, aż się trząsł i sypał, a światła awaryjne co chwilę zapalały się i gasły jak na jakiejś imprezie. Co najgorsze podejrzanie mało osób czaiło się w katakumbach, a jak już znalazło się paru w jednym miejscu to, albo byli nieprzytomnie, albo najprawdopodobniej bardzo uszkodzenie. Wracając do podziemi, to w nich były skryte największe sekrety zaraz po schematach broni Starka, a to mogło wywołać gorsze szkody, od jego zabawek. No, bo kto nie chciałby posiadać danych najlepszych szpiegów czy też zabójców uznanych za legendy, widmach i duchy przez ich nieuchwytność. Te informacje mogły, by doprowadzić do niepotrzebnych konfliktów. Hill upierała się, by je zniszczyć, ponieważ mogły trafić w nie powołane ręce i chyba miała racę, ale przegrała tą debatę. I dane zostały gdzie są. Zamknięta w schronie z dronami i inną bronią Tony'ego mającą bronić tego wszystkiego za pancerną i dźwiękoszczelną ścianą, do której kod mieli nieliczni. 
- Ta latarka Cię zdradza, Romanoff. - Jednak żyje, złego diabli nie biorą i chyba to wszystko to nie jej sprawka. Przeniosłam promień latarki w stronę, z które dochodził jej głos. 
- Taa tylko nie ja leże zakrwawiona. - Rzekłam podchodząc do niej. 
             Dokładnie siedziała pod ścianą ledwo oddychając. Miała rozwalony łuk brwiowy. Zdartą trochę skórę na twarzy. Kulkę w ramieniu i w nodze, która w szczęściu w nieszczęściu nie trafiła w jej tętnice. Przy brzuchu trzymała swojego Glocka 17, ale gdzieś zgubiła dwie inne swoje zabawki. 
- Nieźle jak na tak poobijaną.- Podsumowałam moją drogę. - Co się stało?
- To nie ja ich wszystkich tak załatwiłam. - Nie musiała się przyznawać. - Jakieś dwie ekipy biły się między sobą o dokumenty  stamtąd. Hill weszła, a raczej wpadła tam z innymi ludźmi podczas szarpaniny, ja nie zdążyłam przed zamknięciem, a nie miałam uprawnień żeby je  otworzyć. Kiedy skończyłam tutaj nawet nieźle się trzymałam, ale on ją pokonał i zajął się mną. 
Nie słuchałam już reszty jej historii tylko podbiegłam do drzwi i pośpiechu je otworzyłam. Ciemnowłosa leżała twarzą do stołu. Nic z tego nie rozumiałam. Skoro wzięli już to po co przyszli to czemu nie uciekli? Jeśli jednak ktoś inny tu jest, czemu tu nikt nie węszy? 
- Maria. - Kiedy odwracałam ją na plecy wydała z siebie cichy jęk. Była cała poobijana, miała rany cięte na plecach i podarte ubrania. Ktoś widać chciał, by to przeżyła, ale zapamiętała do końca życia. 
Jej oczy były tak spuchnięte i sine, że w tym świetle nie widziałam, czy ma je otwarte, czy zamknięte. 
Z ran na rękach ciekła jej krew. 
- Wzię....li dane...- Próbowała mi coś powiedzieć, ale przez krew w ustach nie mogłam jej zrozumieć.- Wzię...li ....info....ma...e tylko ....Bar....nie.... Bar...to..nie...
Steve

         To wszystkie nie wyglądało za dobrze ,ale kiedy Stark rozwalił drzwi było jeszcze gorzej. Ludzie wybiegli stamtąd jak przestraszone stado zwierząt taranując wszystko na swojej drodze. Dobrze, że Tony mnie złapał, bo na pewno nie jedną kość miałbym złamaną. Nie czekając na nic po prostu poleciał ze mną na samą górę. Nie zwracając uwagi na ogień, szkło czy ciała, a i tak przybyliśmy za późno, bo przez oczami śmignęły nam ogniste włosy Natashy, a kiedy do niej dołączyliśmy oślepiło nas światło. 
- Zabrali Clinta.... Zabrali go.- Nagle tylko jej głos słyszeliśmy w tym całym chaosie. c 

              

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Black bajkowe-szablony